Od 11 lat pokonuje kolejne kilometry, aby pomagać innym. Biegał maratony i półmaratony już między innymi w płetwach, sukni ślubnej i garniturze, a nawet z rikszą. W tym roku Bartek Banasik znów zbiera środki w ramach akcji #BiegamDobrze prowadzonej przez Fundację Maraton Warszawski, i chce przeznaczyć je na bezpłatną pomoc psychologiczną realizowaną przez Fundację Twarze Depresji. Annie Morawskiej-Borowiec, psycholożce i prezesce Fundacji Twarze Depresji, opowiedział o osobistym spotkaniu z wewnętrzną ciemnością, o niewidzialności kryzysów psychicznych oraz o tym, dlaczego czasem jeden szalony pomysł może uruchomić lawinę dobra.
Anna Morawska-Borowiec: Zacznę od pytania, które często zadaję naszym rozmówcom. Czy sam doświadczyłeś depresji? Dlaczego temat zdrowia psychicznego stał się dla Ciebie tak bliski?
Bartek Banasik: Nie miałem zdiagnozowanej depresji. Zawsze postrzegałem siebie jako człowieka twardo stąpającego po ziemi, raczej odpornego psychicznie. Dwa lata temu wydarzyło się jednak coś, co bardzo mocno dało mi do myślenia.
Byliśmy w trakcie przeprowadzki i remontu. Na zewnątrz wszystko wyglądało dobrze. Urządzaliśmy nowe miejsce, w domu wszyscy byli zdrowi, teoretycznie miałem wiele powodów do zadowolenia. Mimo to pojawiła się we mnie jakaś trudna do wyjaśnienia ciemność. Czułem obojętność i pustkę, choć nie potrafiłem wskazać jednej konkretnej przyczyny.
Prawdopodobnie nałożyło się na to kilka rzeczy: kontuzja, mniej ruchu, zmiany życiowe i przebodźcowanie. Wtedy po raz pierwszy naprawdę zrozumiałem, że nie zawsze musi wydarzyć się coś dramatycznego, aby człowiek zaczął cierpieć psychicznie. Można mieć rodzinę, pracę i pozornie poukładane życie, a jednocześnie czuć w środku coś, czego nie potrafi się nazwać. Nie poszedłem wtedy do specjalisty. Po kilku miesiącach ten stan minął, ale zapaliła mi się lampka ostrzegawcza. Pomyślałem: „Czyli właśnie tak to może działać”.
W Twoim otoczeniu również spotykałeś osoby przeżywające poważne kryzysy?
Niestety bardzo wiele. Być może dlatego, że jestem otwarty na ludzi, a może po prostu uważnie obserwuję otoczenie. Znam osoby zmagające się z problemami psychicznymi wśród przyjaciół, znajomych i współpracowników.
Mam bliskiego przyjaciela, z którym od dawna się nie widziałem, ponieważ praktycznie nie wychodzi z domu. Całą energię przeznacza na podstawowe obowiązki i zajmowanie się rodziną. Na spotkania z przyjaciółmi nie ma już siły. Znam trenera, który przez kilka miesięcy nie był w stanie pracować. Potrzebował terapii i pobytu w specjalistycznym ośrodku. Dowiedziałem się również, że moja dawna koleżanka z pracy odebrała sobie życie…
Nawet dla osoby, która tylko słyszy o takich historiach, jest to bardzo przytłaczające. Uświadomiłem sobie, jak ogromny i poważny jest to problem. W przypadku chorób ciała objawy bywają widoczne. Człowiek wie, że powinien pójść do lekarza, a otoczenie często to rozumie. W obszarze zdrowia psychicznego nadal towarzyszą nam: wstyd, obawy i brak automatycznego przekonania, że jeśli dzieje się coś niepokojącego, należy poszukać specjalistycznej pomocy. Sam jestem tego przykładem. Miałem problem, a jednak pomyślałem: „Jakoś to będzie. Może nie jest aż tak poważnie”.
Po raz drugi organizujesz zbiórkę dla Fundacji Twarze Depresji, za co bardzo Ci dziękuję. Dzięki takim osobom jak Ty możemy przez siedem dni w tygodniu zapewniać potrzebującym realną pomoc psychologiczną i psychiatryczną. Dlaczego wybrałeś właśnie naszą fundację?
Przez wiele lat biegałem dla Polskiej Akcji Humanitarnej. Nadal uważam, że jej działalność, między innymi zapewnianie dostępu do wody, jest niezwykle ważna. W pewnym momencie poczułem jednak, że chcę skierować swoją energię również na temat depresji i zdrowia psychicznego.
W pewnym sensie te działania mają wspólny mianownik. Chodzi o zaspokajanie podstawowych potrzeb, bez których nie można godnie żyć. Tam była to woda, tutaj jest nią zdrowie psychiczne i szybki dostęp do leczenia.
Sprawdziłem działalność Fundacji Twarze Depresji i zobaczyłem, że robicie wiele konkretnych, potrzebnych rzeczy. Ważne było dla mnie, że nie są to wyłącznie efektowne działania wizerunkowe. To prawdziwa praca u podstaw. Zebrane środki są przeznaczane na pomoc psychologiczną dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na jej opłacenie albo mają utrudniony dostęp do specjalistów. To mnie przekonało.

Twoje pomysły na charytatywne biegi są zawsze niezwykle oryginalne Opowiedz o przesłaniu, które towarzyszyło Twojemu poprzedniemu biegowi dla Fundacji Twarze Depresji.
Przez lata nauczyłem się, że nie wystarczy tylko prosić o pomoc. Trzeba także dać coś od siebie i zaproponować ludziom historię, która ich zainteresuje, rozbawi albo po prostu skłoni do refleksji.
Kiedy w 2015 roku rozpoczynałem organizowanie zbiórek, bardzo późno założyłem konta w mediach społecznościowych. Wcześniej byłem wręcz antyfacebookowy. Dopiero wtedy zobaczyłem, jak wiele osób prosi w internecie o pomoc. Zrozumiałem, że samo napisanie: „Prowadzę zbiórkę. Wpłaćcie” nie wystarczy. Ludzie codziennie widzą mnóstwo podobnych apeli. Nie są w stanie zatrzymać się przy każdym z nich.
Moim sposobem na zwrócenie uwagi stało się bieganie w przebraniach. Strój bawi i cieszy oko, ale staram się, aby zawsze niósł również określone przesłanie. Kiedy zbierałem pieniądze na dostęp do wody, biegłem między innymi jako Kapitan Woda albo w płetwach i dmuchanym kole. Wyglądało to zabawnie, ale jednocześnie pokazywało, czego dotyczy problem.
Podczas pierwszego biegu dla Fundacji Twarze Depresji wystartowałem w półmaratonie w garniturze, płaszczu, kaszkiecie, krawacie, eleganckich butach oraz z aktówką w ręce. Hasłem akcji było: „Pozory mylą”. Na starcie wyglądałem elegancko. Po kilku kilometrach, a szczególnie na mecie, sytuacja pod płaszczem była już zdecydowanie mniej reprezentacyjna. I to była metafora depresji. Osoby przeżywające kryzys mogą wyglądać pięknie, uśmiechać się, pracować, spotykać z ludźmi, a nawet być duszami towarzystwa. Nikt nie widzi jednak, co naprawdę dzieje się w ich wnętrzu.
A jakie przesłanie będzie towarzyszyło Twojemu wrześniowemu maratonowi?
Tym razem pobiegnę w jednolitym, czarnym kombinezonie zakrywającym całe ciało, włącznie z twarzą,tzw. morphsuit. Będzie widać sylwetkę biegacza, ale nie będzie można zobaczyć, kim jestem. Chcę w ten sposób pokazać, że depresja i inne problemy psychiczne często pozostają niewidoczne. Osoby, które się z nimi zmagają, mogą znikać w tłumie. Nie znamy ich historii, nie widzimy ich cierpienia i czasami nawet nie podejrzewamy, że potrzebują pomocy.
Strój zwraca uwagę, ale za sukcesem Twoich zbiórek stoi również ogromne zaangażowanie. Podczas poprzedniej akcji zebrałeś najwięcej spośród wszystkich biegaczy wspierających naszą fundację. Jak zachęcasz ludzi do pomagania?
To nie jest fałszywa skromność, ale naprawdę czuję się jedynie pośrednikiem. Pieniądze przepływają przeze mnie do osób, które potrzebują pomocy. Jestem otoczony dobrymi i otwartymi ludźmi. Bez nich żadna z tych akcji nie byłaby możliwa.
Po 11 latach biegania w przebraniach mógłbym już powiedzieć, że trochę wyczerpałem swoje pomysły. Kiedy jednak widzę, że moje działania przynoszą konkretny rezultat, nie wyobrażam sobie, abym miał z nich zrezygnować. Nauczyłem się też, że nie wystarczy założyć zbiórki, opublikować jednego posta i czekać. Trzeba regularnie przypominać o celu, na który zbieramy, oraz angażować ludzi za pomocą wyzwań i kolejnych etapów akcji.
Niedawno napisałem pół żartem, pół serio, że jeśli do połowy września na zbiórce pojawi się pięć tysięcy złotych, pójdę w moim czarnym kombinezonie do pracy i będę tak pracował przy biurku. W ciągu kilku godzin anonimowa osoba wpłaciła pięćset złotych.
Wykorzystuję również różne okazje. W dniu imienin oznaczam znajomych, składam im życzenia i mówię, że mogą zrobić coś dobrego, wpłacając na zbiórkę. Czasami piszę, że do osiągnięcia kolejnego celu brakuje już tylko 25 złotych. Ktoś wtedy myśli: „Tyle mogę wpłacić”. Jeden niewielki impuls potrafi wywołać konkretną reakcję. Nie zniechęcam się, jeśli pojedynczy post nie przynosi wielkiej fali wpłat. Jeżeli dzięki niemu pieniądze przekaże choć jedna osoba, to znaczy, że było warto.

Czyli znaczenie ma nie tylko pomysł, ale również konsekwencja?
Zdecydowanie. Wszystkie elementy muszą ze sobą współgrać. Po pierwsze, potrzebny jest konkretny cel. W tym przypadku jest nim pomoc psychologiczna i psychiatryczna dla dzieci, młodzieży i dorosłych.
Po drugie, ważna jest wiarygodność zarówno fundacji, jak i osoby prowadzącej zbiórkę. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że jeśli obiecam start w określonym przebraniu, naprawdę to zrobię.
Po trzecie, niezbędna jest regularna komunikacja. Nie chodzi o natarczywość, ale o przypominanie ludziom, dlaczego dana zbiórka jest ważna. W mediach społecznościowych jeden post nie dociera przecież do wszystkich. Trzeba szukać różnych sposobów na opowiedzenie tej samej historii.
Kiedyś zbierałem pieniądze, tworząc przebranie kosmity. Każdy kolejny próg wpłat oznaczał nowy element stroju. Zaczęło się od kombinezonu, a skończyło na zielonej farbie, czułkach, ogonie i ręcznie wykonanym spodku UFO, który przez tydzień sklejałem z kartonu w salonie, ku wielkiej radości mojej żony.
Podziwiam Twoją energię i pomysłowość. Na Twoim profilu widać, że naprawdę żyjesz tą akcją. Jak po 11 latach znajdujesz motywację? Co daje Ci pomaganie?
Odpowiem szczerze. Pierwszym akcjom towarzyszyły ogromne emocje. Myślałem: „Ale będzie zabawa! Przebiorę się, zrobię coś szalonego”. Dzisiaj tego początkowego entuzjazmu jest mniej. Czasami pojawia się zmęczenie, a swoje działania podejmuję przede wszystkim z poczucia odpowiedzialności.
Widzę jednak, że one przynoszą dobry skutek. Wiem, że post może przełożyć się na wpłatę, a wpłata na realną pomoc dla konkretnego człowieka. Dlatego nie chcę się poddawać. Nie muszę za każdym razem przeżywać euforii. Robię to dla określonego celu, a nie wyłącznie dla własnej przyjemności.
Same pomysły na przebrania rzeczywiście przychodzą mi spontanicznie. Często najpierw coś publicznie ogłaszam, a dopiero później zastanawiam się, jak to zrealizować. Kiedyś wymyśliłem, że przebiegnę maraton z rikszą. Nie miałem rikszy ani pojęcia, skąd ją wziąć. Po prostu pomyślałem: „Nigdy nie widziałem człowieka biegnącego maraton z rikszą. Chcę być pierwszy”.
Nagle okazało się, że ktoś zna kogoś, kto sprowadził rikszę z Nepalu i trzyma ją w Warszawie. Inna osoba pomogła odłączyć ją od roweru i przygotować do biegu. Ktoś przyniósł metalowe rury. Ja głównie trzymałem, a kolega, który lepiej znał się na sprawach technicznych, wszystko skręcał. W końcu wystartowałem.
Podobnie było z maratonem w sukni ślubnej. Najpierw zapowiedziałem bieg, później dopiero zacząłem zastanawiać się, skąd wziąć suknię. Odezwała się osoba, która przeczytała o zbiórce i postanowiła przekazać mi swoją. Teściowa pomogła ją przerobić, a kwiaciarnia przygotowała bukiet.
Można więc powiedzieć, że Twoje akcje są wspólnym dziełem wielu osób?
Dokładnie tak. Jestem osobą wierzącą, więc wierzę również w pomoc z góry. Ogromne znaczenie mają jednak dobrzy ludzie, którzy często pojawiają się zupełnie niespodziewanie.
Dlatego naprawdę nie widzę w tych akcjach wyłącznie swojej zasługi. Mam pomysł i wiem mniej więcej, co zrobić, aby zainteresować nim innych. Sam nie zrealizowałbym jednak większości swoich biegów.
Za każdą akcją stoją ludzie, którzy wpłacają pieniądze, udostępniają zbiórkę, pożyczają mi najdziwniejsze przedmioty, pomagają przygotować strój albo znajdują rozwiązanie problemu, którego ja nie potrafię rozwiązać. To wspólny sukces wielu dobrych osób.
Bardzo Ci dziękuję za to, że chce Ci się dla nas biegać, pomagać i angażować innych. Twoje działania przekładają się na realną pomoc – kolejne bezpłatne konsultacje psychologiczne udzielane w Pogotowiu Psychologicznym Fundacji Twarze Depresji.
A ja dziękuję za to, co robicie każdego dnia. Mój bieg odbywa się raz w roku. Trochę się powygłupiam na trasie i zwrócę uwagę ludzi. Wy natomiast pomagacie codziennie. To zasługuje na ogromne uznanie.
Dziękujemy!
LINK DO ZBIÓRKI BARTKA:
https://rejestracja.maratonwarszawski.com/pl/fundraising/3f22201e-b71f-4f6e-b7b0-b9ab42b4b35b





