KATARZYNA SZEWCZYK – ZNANA Z INTERNETOWEGO SERIALU „WAKSY”, AKTORKA, INFLUENCERKA I WOKALISTKA, PRZEKONUJE, ŻE – CHOĆ SZTUCZNA INTELIGENCJA MOŻE SPRAWIAĆ WRAŻENIE EMPATYCZNEJ, NIGDY NIE ZASTĄPI CZŁOWIEKA ANI SPECJALISTY ZDROWIA PSYCHICZNEGO. W ROZMOWIE Z ANNĄ MORAWSKĄBOROWIEC AMBASADORKA KAMPANII „eMOC+JA” MÓWI O AI, POMOCY PSYCHOLOGA I WYZWANIU #OFFLINE48H.
Anna Morawska-Borowiec: Czy obserwujesz wśród młodych osób zjawisko powierzania AI swoich problemów?
Tak, zdecydowanie znam takie przypadki. Wiem, że wiele osób konsultuje z chatbotami różne sprawy – czasem drobne, a czasem bardzo poważne. Oczywiście nie wiem, na ile traktują te odpowiedzi jako ostateczne, ale obawiam się, że często zbyt mocno im ufają. AI potrafi sprawiać wrażenie, że wie wszystko, że odpowie na każde pytanie i rozwiąże każdy problem. A to nie jest prawda. Nawet jeśli odpowiedź brzmi empatycznie, nawet jeśli pojawia się tam komunikat typu: „Dziękuję, że się tym dzielisz”, to za tym nie stoją prawdziwe emocje. To raczej sprytne rozpoznanie, co w danej sytuacji dobrze powiedzieć.
To bardzo ważne, co mówisz. Niepokojące jest też to, że jeśli AI czegoś nie wie, potrafi to po prostu… wymyślić.
Tak, dokładnie. I mam wrażenie, że AI bardzo dobrze „wyczuwa”, co człowiek chciałby usłyszeć. A to może być ryzykowne, szczególnie wtedy, kiedy ktoś jest w trudnym stanie emocjonalnym i szuka potwierdzenia swoich lęków albo decyzji.
W jakich sytuacjach AI może być według Ciebie pomocna, a gdzie zaczyna się ten obszar niepokojący – szczególnie dla zdrowia psychicznego?
Myślę, że jak ze wszystkim – najważniejszy jest umiar. W branży artystycznej AI może czasem pomóc technicznie: przyspieszyć pewne procesy, uporządkować myśli, stworzyć wstępny szkic, zebrać pomysły. Może być narzędziem, które ułatwia pracę. Dla mnie kluczowe jest to, żeby wszystko, co daje AI, weryfikować. Zdarza się, że odpowiedzi są po prostu bzdurne, albo tylko częściowo mają sens, a częściowo zupełnie nie. Dlatego nigdy nie traktuję AI jako wyroczni. Dla mnie zawsze najważniejszy pozostaje czynnik ludzki, czyli kreatywność, intuicja, pomysłowość i doświadczenie człowieka. AI może pomóc, ale nie powinna zastępować myślenia.
Badania pokazują, że wielu uczniów doświadcza cyberprzemocy związanej z użyciem AI, na przykład poprzez przerabianie zdjęć, tworzenie filmów z podstawioną twarzą albo głosem. Ten świat fikcji, w którym coraz trudniej odróżnić prawdę od manipulacji, może być bardzo niebezpieczny dla psychiki młodych osób.
Zgadzam się, że to bardzo poważny problem. AI można wykorzystać na wiele sposobów – niestety również do rzeczy krzywdzących. Ludzka psychika jest delikatna, a żyjemy w czasach, w których ogromna część życia przeniosła się do sieci. Szczególnie młode osoby są bardzo narażone na to, żeby brać takie sytuacje do siebie. To naturalne – jeśli ktoś cię wyśmiewa, przerabia twoje zdjęcie albo publikuje coś kompromitującego, to trudno udawać, że to nie boli. Z jednej strony ekran telefonu daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Wydaje się, że jesteśmy „tylko” w internecie. Ale z drugiej strony właśnie tam możemy być wystawieni na publiczne ośmieszenie, hejt czy słowny lincz. Najgorsze jest to, że młody człowiek często boi się powiedzieć o tym bliskim. Zostaje sam w swojej bańce. A to błąd. Jeśli cokolwiek złego dzieje się w sieci, jeśli ktoś wyśmiewa, straszy albo narusza nasze granice, to trzeba powiedzieć o tym zaufanej osobie dorosłej i nie wstydzić się szukać wsparcia u psychologa.
A jak jest z wyrażaniem emocji u Ciebie?
Myślę, że miałam różne etapy w życiu. Zawsze starałam się nazywać emocje. Z wiekiem przychodzi mi to łatwiej. Myślę, że pomoc psychologa, z której w pewnym momencie mojego życia skorzystałam, też mi w tym pomogła. Mam większe zrozumienie siebie i większą świadomość tego, jak ważne jest komunikowanie, co się z nami dzieje, co czujemy. To nic złego, że ktoś czuje złość, smutek, frustrację czy strach. To jest normalne i bardzo ludzkie. Ale też nie możemy oczekiwać, że druga osoba będzie czytać z nas jak z otwartej książki. Jeśli nie powiemy, co czujemy, ktoś może źle zinterpretować nasze zachowanie i zupełnie inaczej się do nas nastawić. Dlatego warto mówić o emocjach – nie po to, żeby robić z nich problem, ale żeby wzajemnie lepiej się rozumieć.
Jednym z ważnych elementów naszej kampanii jest także challenge #offline48h. Zachęcamy uczniów z całej Polski, żeby przez dwa dni spróbowali funkcjonować bez internetu. Ty wzięłaś już udział w wyzwaniu. Trudno było?
Na początku było trudno, ale też bardzo ciekawie. Z każdą godziną robiło się trochę łatwiej. Dowiedziałam się sporo o sobie. Zobaczyłam, jak często sięgam po telefon odruchowo i jak bardzo jestem przyzwyczajona do bycia ciągle online. Ale jednocześnie poczułam, że taki detoks daje ogromny spokój. Te wszystkie kłębiące się w głowie myśli naprawdę zaczynają się wyciszać. Człowiek czuje się trochę bardziej wolny. Na początku pojawia się oczywiście wrażenie, że coś nas omija, że czegoś nie wiemy, że powinniśmy sprawdzić telefon. Ale z czasem organizm i głowa się przyzwyczajają. Coraz łatwiej odłożyć telefon i po prostu być – tu i teraz. Myślę, że to bardzo dobre i zdrowe doświadczenie.
Jak zachęciłabyś innych do tego wyzwania?
Jeśli chcecie poczuć wolność – taką prawdziwą, której chyba wszyscy młodzi ludzie trochę szukają – spróbujcie odłożyć telefon na 48 godzin. A może nawet na dłużej. To może być jedna z największych wolności, jakie możecie poczuć.
Dziękuję za rozmowę.





