Algorytm ciszy

ŚWIATŁO EKRANU ROZŚWIETLA MROK SYPIALNI. ZE SNU WYRYWA MNIE DŹWIĘK BUDZIKA. KASKADA POWIADOMIEŃ NA TELEFONIE OZNACZA POCZĄTEK KOLEJNEGO DNIA. NAGŁÓWKI WIADOMOŚCI KRZYCZĄ O UWAGĘ. ASYSTENT AI PODSUWA KOLEJNE POMYSŁY. SZYBKO. KONKRETNIE. DOKŁADA WŁASNY SZUM, KTÓRY CORAZ WYRAŹNIEJ SŁYSZĘ W TYLKO POZORNEJ CISZY PORANKA.
CISZA NIE ZNIKNĘŁA – ZOSTAŁA ZAGŁUSZONA.

Zawieszona między przyszłością a przeszłością, w trybie ciągłej gotowości. Efekt kortyzolowej pobudki jeszcze działa. Daję się wciągnąć w wir zdarzeń. Myśli szumią. Przeskakując między zadaniami, czuję narastające napięcie. Po telefon sięgam już co najmniej piąty raz, a kawa jeszcze się nie zaparzyła. Przewijam, nie domykam. Uwaga przeskakuje. Gdzie jest raport przygotowywany wczoraj? Gdzie śniadaniówka Stefka? O, jest jednak ten mail!

Świat jakby przyspiesza. Gonię, ale za czym? Przebodźcowana liczbą informacji nie wiem już, o czym miałam pamiętać. FOMO (Fear of Missing Out) napędza moją uwagę. Czuję lęk, że coś ważnego mnie ominie. Każda informacja wydaje się ważna, każda aktualizacja pilna. Jest dopiero 7.15, a ja jestem już zmęczona. Przede mną jeszcze dziesiątki decyzji. W pokoju obok rozbrzmiewa budzik, zza ściany słychać muzykę nastolatki, ktoś dzwoni do mojego męża. Zaczyna się zwykły dzień, w którym luksusem stają się skupienie i cisza.

Uczę się odłączania

Pojawia się we mnie cichy bunt. Mój mózg nie został zaprojektowany do takiego świata. Nie chcę już tylko reagować. Czy naprawdę muszę wiedzieć wszystko? A może mogę wybrać, czego nie chcę wiedzieć? To nie jest rezygnacja. To odzyskiwanie przestrzeni. Świadomie mówię „nie” nadmiarowi, robiąc miejsce temu, co naprawdę ważne. Odkrywam ROMO (Relief of Missing Out) – ulgę, że nie muszę być wszędzie.

Na początku cisza jest nienaturalna i męcząca. Myśli podpowiadają, żeby nie zwalniać. Lęk jeszcze się tli. Ręce automatycznie szukają telefonu, oczy wypatrują znajomej niebieskiej poświaty. Dlaczego jest mi tak trudno? Świat pośpiechu i nieustannej analizy przyzwyczaił mnie do działania. Pauza wydaje się stratą. Ratuje mnie oddech. Spokojny wdech, jeszcze wolniejszy wydech. Zauważam ten proces. Zwalniam krok, spokojniej żegnam się z córką, odkładam telefon choćby na minutę. Nauka od dawna to potwierdza, a ja odkrywam to na nowo – umysł potrzebuje pauzy.

Wyłączam powiadomienia, ustawiam autoresponder, odinstalowuję jedną z aplikacji. Nie chcę już patrzeć na świat przez pryzmat kadru na Instagrama. Chcę go naprawdę doświadczać. Wybieram JOMO (Joy of Missing Out) – radość z pomijania. Uczę się uważności (mindfulness), którą prof. Jon Kabat–Zinn określa jako „szczególny rodzaj uwagi: świadomej, skierowanej na obecną chwilę i nieosądzającej”. Próbuję być tu i teraz. Nawet krótkie chwile ciszy obniżają poziom kortyzolu, poprawiają koncentrację i wspierają regulację emocji. To właśnie w takich „pustych przestrzeniach” mózg porządkuje informacje i tworzy nowe połączenia.

Tu i teraz

Patrzą na mnie moje dzieci. Wracam myślą do poranka. Ten sam telefon. Ta sama kawa. Różnica jest z pozoru niewidoczna, a dla mnie ogromna. Zanim sięgnę po telefon, robię pauzę. Uspokajam ciało i umysł. Nie wszystko musi do mnie docierać. Nie muszę zajmować się wszystkim ani podążać za każdym nurtem. Paradoksalnie technologia, która napędza hałas, może też pomóc odzyskać ciszę. Algorytmy mogą filtrować treści i skracać informacje. Nie odpowiedzą jednak za mnie na pytanie: „Co jest naprawdę ważne?”. W ciszy zwykłego dnia wydarza się coś istotnego – świadomie wybieram, jak ma wyglądać mój poranek. Tak rodzi się sens. Tak rodzi się przykład. 

Zwykły dzień, w którym luksusem stają się wolność od nadmiaru i świadomy wybór, z czego dziś zrezygnować. Cisza nie jest brakiem. Jest wyborem, narzędziem higieny psychicznej i sposobem na przetrwanie.