CEZARY ŁUKASZEWICZ AKTOR I AMBASADOR 5. BIEGU Z TWARZAMI DEPRESJI, PO RAZ PIERWSZY ZDECYDOWAŁ SIĘ PUBLICZNIE OPOWIEDZIEĆ O SWOIM ZDROWIU PSYCHICZNYM, DOŚWIADCZENIU NAPADÓW LĘKU I KORZYSTANIU Z PROFESJONALNEJ POMOCY. W SZCZEREJ I BARDZO OSOBISTEJ ROZMOWIE Z ANNĄ MORAWSKĄ-BOROWIEC MÓWI TAKŻE O WYCHOWANIU, EMOCJACH, SPORCIE, RELACJACH ORAZ SPOSOBACH DBANIA O DOBROSTAN PSYCHICZNY W ŚWIECIE PEŁNYM NAPIĘĆ I NIEPEWNOŚCI.
Anna Morawska-Borowiec: Dużo osób myśli, że zdrowie psychiczne jest tematem, o którym każdy chce już mówić. Też tak uważasz? Miałeś obawy, gdy usłyszałeś od nas propozycję, żeby dołączyć do grona ambasadorów 5. Biegu z Twarzami Depresji?
Cezary Łukaszewicz: Najuczciwiej mówiąc, miałem obawy i mam je nawet podczas tej rozmowy. Jestem mężczyzną, który wychował się w czasach, kiedy okazywanie słabości nie było modne. W moim przypadku wynikało to także z wychowania, relacji ze starszym bratem czy z ojcem.
Nie było modne czy nie było dozwolone?
Nie było też dozwolone. W domu nie było zbyt wielu rozmów o emocjach. Nie chciałbym, żeby źle zrozumieli to moi wspaniali rodzice. Myślę, że wszyscy jesteśmy ofiarami swoich rodziców, którzy z kolei są ofiarami własnych rodziców. Każdy wynosi coś z wychowania, a później przenosi to na następne pokolenie albo próbuje stać się przeciwieństwem tego, jak sam został wychowany.
Od najmłodszych lat byłem bardzo emocjonalnym człowiekiem. Mój starszy brat taki nie był. Rodzice prawdopodobnie myśleli, że dzieci są podobne i mają takie same potrzeby. Tymczasem ja przez pewien okres życia miałem o wiele większą potrzebę czułości i rozmowy o emocjach, niż potrafiłem znaleźć na zewnątrz.
Jak dziś jest u Ciebie z wyrażaniem emocji? Fundacja Twarze Depresji organizuje dla dzieci i młodzieży kampanię „eMOC+JA”, pokazującą, jak ważne jest codzienne mówienie o emocjach. Tłumienie ich często prowadzi wprost do zaburzeń psychicznych.
Dzisiaj jest to dla mnie bardzo ważne, wręcz kluczowe. Mam na ten temat dużo myśli, ale może mniej potrafię o tym mówić. Żyjemy w świecie, w którym jesteśmy nieustannie bombardowani bodźcami. Kontrolujemy media społecznościowe, oglądamy szybko montowane seriale, filmy, a nawet bajki dla dzieci. Ciągle dostajemy nowy rodzaj emocji i ekscytacji. Sam też w tym uczestniczę. Potrafię wziąć telefon i przesuwać palcem kolejne rolki.
W tej sytuacji prawdziwym wyzwaniem staje się zatrzymanie się na chwilę i pobycie ze sobą. Widzę po sobie, że sprawia mi to o wiele większą trudność niż jeszcze dziesięć lat temu. Kiedy nie dostaję tej dopaminy, budzi się we mnie niepokój. Dlatego próbuję się wyciszać, wyjeżdżać i być poza mediami społecznościowymi, telewizją oraz internetowymi, dopaminowymi strzałami.
Co robisz na co dzień, żeby chronić swoje zdrowie psychiczne? Jak chronisz się przed ciągłym scrollowaniem, trudnymi tematami i hejtem, który zdarza się w internecie?
Nie chcę stawiać się w pozycji człowieka, który wie, jak inni powinni sobie z tym radzić. Mogę mówić wyłącznie o sobie. Sport daje mi niebywałą frajdę i wyciszenie. Sport każdego rodzaju.
Kiedy naprawdę mocno się zmęczę, wypocę i ledwo żyję, mój umysł zwalnia. Na co dzień mózg ciągle pracuje, analizuje, pozostaje na wysokim poziomie obrotów. Po dużym wysiłku to się wycisza. Pojawiają się też naturalne endorfiny.
Kiedy jestem na wakacjach i przez kilka dni naprawdę się zmęczę, potrafię nagle usiąść, otworzyć książkę i czytać przez pół dnia. Wtedy jest to największe szczęście. Mam jednak problem z ciągłym pragnieniem ekscytacji, zarówno pozytywnej, jak i negatywnej. Dlatego uczę się zatrzymywać także poprzez oddech. Siadam i skupiam się wyłącznie na wdechu, zatrzymaniu powietrza, wydechu i ponownym zatrzymaniu. To bardzo mi pomaga spotkać się ze sobą.
Uważam też, że każda medytacja jest dobra. W moim przypadku medytacja chrześcijańska, ponieważ pochodzę z kultury chrześcijańskiej, potrafi mnie wyciszyć. Wiara jest czymś, co pomaga mi odpowiadać sobie na różne pytania.
Powiedziałeś o lęku. Czy znane są Ci stany lękowe albo depresyjne? Z czym mierzyłeś się w życiu?
I właśnie po takim pytaniu pojawia się wstyd. Z jednej strony bardzo chcę o tym powiedzieć, a z drugiej czuję strach przed okazaniem słabości. Ale chyba właśnie dlatego powinienem o tym mówić.
Wiele lat temu miałem dziwne uczucie, że dzieje się ze mną coś złego. Wydawało mi się, że zaraz umrę, że serce dziwnie bije, że mam płytki oddech. Myślałem: „Co się dzieje? Czy trzeba zadzwonić po karetkę?”. Byłem przekonany, że coś niedobrego dzieje się z moim organizmem.
To było ponad dziesięć lat temu. Poszedłem do kardiologa, zbadałem serce, zrobiłem badania krwi. Wszystko było w porządku. Wtedy natrafiłem na trop psychologiczny. Okazało się, że mogły to być napady lękowe. Kiedy zacząłem pytać ludzi wokół, czy mieli coś podobnego, okazało się, że bardzo wiele osób tego doświadcza.
Dlaczego się tego wstydzić? Zaburzenia lękowe są najpowszechniejszym zaburzeniem psychicznym, częstszym niż depresja. Mierzy się z nimi ponad 350 milionów ludzi na świecie: dzieci, młodzież i dorośli. Objawy mogą dotyczyć przyśpieszonego oddechu, kołatania serca, bólu w klatce piersiowej, bólu głowy, napięcia mięśniowego czy dolegliwości żołądkowych. Które z tych objawów były Ci znane?
Przede wszystkim miałem poczucie, że ciężko mi się oddycha. Kojarzyło mi się to z myślą: „Boże, chyba mam zawał serca”. Nawet kiedy teraz o tym opowiadam, przechodzą mnie ciarki. To nieprzyjemne uczucie, że dzieje się coś bardzo złego i zaraz umrę. Przedziwny stan.
Co zrobiłeś z tym lękiem? Sięgnąłeś po profesjonalne wsparcie czy tylko po aktywność fizyczną?
Trafiłem na ludzi, którzy mi pomogli. Przez pewien czas brałem leki i one bardzo mi pomogły. Wyprowadziły mnie z tego stanu. Najważniejsze było jednak podzielenie się z kimś tym, co przeżywałem. Pracowałem wtedy w teatrze we Wrocławiu. Opowiedziałem o swoich uczuciach starszej, mądrej aktorce. Powiedziała mi: „Nie przejmuj się, nic ci się nie stanie, nie umrzesz. To są napady lękowe”. Poleciła mi psycholożkę. Poszedłem do niej i okazała się wyjątkową osobą. Współpracowała z psychiatrą, który przepisał mi leki wpływające na wychwyt serotoniny. Nie pamiętam już dokładnie, jak się nazywały, ale pomogły mi unormować mój stan. Myślę jednak, że przez całe życie będę podatny na lęk. Nie mam wszystkiego przepracowanego i nie wiem, czy kiedyś to do mnie nie wróci. Na razie nie wraca.
Lęk towarzyszy nam do końca życia, ale możemy nauczyć się przejmować nad nim kontrolę. Dzisiaj wiesz już, kiedy pojawia się lęk i że nie jest on zawałem serca. Po pracy z psychologiem wiesz też, jak sobie z nim radzić.
To jest najważniejsze. Kiedy pojawia się zaczątek takiego stanu, taki ogromny niepokój, potrafię go nazwać. Mogę usiąść, odpocząć, nie poddawać się mu i nie nakręcać sytuacji własnymi myślami. Trudno mi o tym rozmawiać, ponieważ nie mam gotowych rozwiązań. Nie chcę udawać, że coś wiem najlepiej. Wiem jedynie, że mnie to dotykało. Najważniejsze jest podzielenie się tym z drugim człowiekiem, a następnie skorzystanie z profesjonalnej pomocy. Sport jest bardzo ważny, ale nie zastępuje profesjonalnego wsparcia.
Czasem boję się różnych rzeczy. Widzę, że ogromna część świata żyje dzisiaj w lęku i ja sam również czasem w nim żyję. Uważam, że lęk jest przeciwieństwem marzenia. Lęk zabija marzenia. Kiedy jesteśmy przepełnieni lękiem, tracimy otwartość, możliwość swobodnego wyobrażania sobie czegoś pięknego. Dlatego trzeba bardzo dbać o to, żeby mu się nie poddać i żeby nie miał nad nami władzy. Staram się wtedy powiedzieć sobie: „Jesteś teraz w stanie lęku, więc nie podejmuj decyzji. Odpocznij, pooddychaj, idź na trening, zrób coś”.
Twoja praca daje Ci szansę wcielania się w wiele ról, postaci, przeżywania ich życia i emocji, z których istnienia być może wcześniej nie zdawałeś sobie sprawy.
Uważam to za błogosławieństwo. Aktorstwo nie jest łatwą pracą, ale jeżeli podchodzi się do niej uczciwie i poważnie, daje ogromną możliwość poznawania tego, kim jest człowiek. Kiedy naprawdę angażuję się w rolę, stawiam siebie w wyobrażonej sytuacji i eksploruję własne pokłady emocjonalne. Zastanawiam się, co musiałoby mnie doprowadzić do określonego działania i co by się wtedy ze mną stało. Pod tym względem ten zawód jest psychologicznie wspaniały. Dzięki niemu mogę lepiej poznawać siebie i szerzej rozumieć ludzką kondycję.
Ma to jednak swoją cenę. Niedawno skończyłem czteromiesięczną pracę nad trudną, niezbyt dobrą postacią. Czuję ogromne zmęczenie. Wychodzenie z roli jest trudne. Kiedyś, przez kult twardziela, nie przyznawałem się do tego. Mówiłem, że nic mnie to nie kosztuje, chociaż wiele razy kosztowało bardzo dużo. Udawałem nawet przed sobą. Nie znałem mechanizmów, które pozwoliłyby mi wyciszyć organizm i wyjść z osobowości, której szukałem w sobie na potrzeby roli.
Pracuję w tym zawodzie od dwudziestu lat. Przez długi czas szukałem różnych sposobów. Lubiłem wypić alkohol, ale później zrozumiałem, że alkohol w niczym nie pomaga. To beznadziejny trop. Sport okazał się znacznie lepszy, chociaż samo oderwanie się od postaci nadal bywa trudne.
Po jednym z bardzo wymagających dla mnie filmów, w którym grałem policjanta, wyjechałem na pokaz innego filmu do Los Angeles. Nigdy wcześniej nie byłem w Stanach Zjednoczonych. Nagle znalazłem się w całkowicie innej rzeczywistości i wszystko naturalnie zaczęło się układać. Dzisiaj wiem, że po każdym ciężkim projekcie muszę wyjechać. Pomaga mi fizyczne oddalenie, inna kultura, temperatura i pogoda.
Na jakich wartościach budujesz swój świat? Co jest dla Ciebie naprawdę ważne?
To bardzo trudne pytanie. Przez dwadzieścia lat budowałem określony obraz siebie i świata. Kiedy miałem trzydzieści lat, inaczej rozkładałem priorytety. Teraz mam ponad czterdzieści lat. Z jednej strony czuję dojrzałość wynikającą z tego, czego dotknąłem w życiu, zarówno dobrego, jak i złego. Z drugiej strony nadal czuję dużą sprawczość.
Coraz częściej myślę o tym, jak wielką wartością jest założenie rodziny. Nie mam własnej rodziny, dlatego jest to temat, który chodzi mi po głowie. Być może jest w tym także coś z kryzysu wieku średniego, z poczucia, że czas ucieka.
Bardzo lubię ludzi. Uważam, że kluczowa jest umiejętność słuchania drugiego człowieka. Wynika to także z aktorstwa, które w osiemdziesięciu procentach polega na słuchaniu. Kiedy naprawdę słuchasz drugiej osoby, wiesz, jak z nią rozmawiać. Tak samo jest w życiu. Jeśli naprawdę słyszymy drugiego człowieka i potrafimy z nim pobyć, nie oceniając go od razu i nie narzucając mu własnej perspektywy, dzieje się coś wspaniałego. Takim człowiekiem chciałbym być.
Chciałbym też pozostać młody w tym sensie, żeby nigdy nie zawężać swojego widzenia świata i nie stać się przysłowiowym „betonem”. Chcę zachować otwartość. Fascynacja światem i człowiekiem jest dla mnie drogą do długiej młodości mentalnej.
Niedawno skończyłem pracę nad serialem. Kiedy ekipa mi podziękowała i dała kwiaty, poczułem od tych ludzi coś bardzo pięknego. To było dla mnie wzruszające. Chciałbym, żebyśmy więcej miłości dawali sobie nawzajem. Żeby było jej więcej od człowieka do człowieka.
Żyjemy w świecie wojny, niepokojów ekonomicznych i mediów społecznościowych pokazujących wyidealizowane życie. Mło-
dzi ludzie patrzą na filmy o milionerach i myślą: „Ja też coś nagram i będę milionerem”. Tymczasem sukces nie przychodzi tak łatwo. Kondycja psychiczna młodego pokolenia nie jest dobra.
Jestem przekonany, że nie jest dobra. Mam duży kontakt z młodymi ludźmi i coraz bardziej go lubię. Moje życie bardzo zmienił pobyt w Ukrainie. Podczas wojny mieszkałem przez dwa miesiące w Kijowie i pracowałem nad filmem. Były bombardowania. Widziałem, jak funkcjonują ludzie nie przez dwa dni, ale w codziennym życiu. Pracowałem z nimi i żyłem obok nich. Później byłem jeszcze we Lwowie.
Żyjemy w miejscu, z którego wystarczy wsiąść do samochodu, pojechać kilka godzin i znaleźć się w całkowicie innym świecie. W Ukrainie zobaczyłem, jak wojna przewartościowuje życie. Zobaczyłem ogrom lęku i traum. Znam ludzi z Kijowa, których mieszkania zostały zbombardowane i którzy ledwo przeżyli. Straty dotyczące zdrowia psychicznego są przeogromne.
Zobaczyłem jednak również, że ludzie nawet w bardzo trudnych warunkach próbują tworzyć namiastki normalnego życia. Po bombardowaniach otwierają kawiarnie i restauracje. Robią to, żeby dawać sobie nadzieję, a także z myślą o żołnierzach, którzy w czasie rotacji przyjeżdżają do stolicy.
Historia Ukrainy jest dla nas bardzo ważna. Mam nadzieję, że wszyscy wyciągniemy wnioski z dramatu, który dzieje się przy naszej granicy. Fundacja Twarze Depresji od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie prowadzi program bezpłatnej pomocy psychologicznej. Pomagamy zarówno Polakom, jak i Ukraińcom, którzy stale potrzebują naszego wsparcia.
Będą nas potrzebować jeszcze długo. Wyjazd do Ukrainy głęboko przewartościował moje myślenie o świecie. Co ciekawe, kiedy pojawia się rzeczywiste zagrożenie i trzeba działać, uspokajam się. Być może dlatego, że wiem wtedy, iż robię coś ważnego i że ma to znaczenie. Chciałbym działać i robić w życiu rzeczy ważne. Aktorstwo czasami daje taką możliwość. Wyjazd do Ukrainy był dla mnie ważny nie tylko filmowo czy aktorsko, ale przede wszystkim jako doświadczenie człowieka, poza ambicjami i bańką własnego ego.
Wróćmy do tego, co pomaga Ci odłożyć na bok telefon i pracę, czyli do aktywności fizycznej. Dlaczego padel stał się Twoją pasją, a także częścią działalności zawodowej?
Przez całe życie byłem wychowywany sportowo. Trenowałem koszykówkę, można powiedzieć, że zawodowo. Mam nawet medal mistrzostw Polski kadetów. Trenowałem przez wiele lat. Fascynacja sportem wróciła do mnie w trudnych momentach, kiedy miałem około trzydziestu lat. Zobaczyłem wtedy, że to jest moja baza. Kocham to robić i daje mi to naturalną radość.
Najpierw odkryłem squasha. To wspaniały, bardzo interwałowy sport. Tętno skacze do 180. Człowiek męczy się tak, że ledwo oddycha, ale natychmiast pojawia się szczęście wynikające z endorfin. To uzależnia, ale myślę, że sport jest zdrowym uzależnieniem.
Padla poznałem około trzech lat temu dzięki dziennikarzowi Tomkowi Smokowskiemu, który zaprosił mnie na turniej. Tak się w to zaangażowałem, że razem z grupą znajomych zainwestowaliśmy we własny klub sportowy RQT Spot koło Warszawy. Mamy kilka kortów do padla, drzewa, łąkę i miłą atmosferę, którą tworzą ludzie zafascynowani tym sportem.
Padel jest podobno jednym z najszybciej rozwijających się sportów na świecie. Grają w niego cztery osoby na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Jest bardzo towarzyski. Na pewnym poziomie oczywiście pojawia się rywalizacja, ale dla mnie nie jest ona tak silna jak w squashu. Uwielbiam sportową rywalizację. Przez całe życie lubiłem się ścigać, biegać i sprawdzać, kto coś zrobi lepiej. Jednocześnie od dwudziestu lat wykonuję zawód, w którym nie ma wymiernego licznika, czasu ani odległości.
Kiedy aktor stara się o rolę, konkuruje z nim dwadzieścia, pięćdziesiąt albo sto innych osób. Nie ma jednak punktacji mówiącej, że jedna osoba zdobyła siedem punktów, a druga dziesięć. Decydują gust, charyzma, głos, twarz czy sposób poruszania się. Dlatego sport ponownie stał się dla mnie ważny. Potrzebuję zdrowej, wymiernej rywalizacji.
W Twoim życiu szczególne miejsce zajmują także sporty drużynowe.
Trenowałem koszykówkę przez wiele lat. Sporty drużynowe należą do innej kategorii. Młodzi chłopcy jeżdżą razem na turnieje, mają wspólny cel i uczą się funkcjonować w grupie. To doświadczenie sprawiło, że lubię pracę zespołową i dobrze się w niej odnajduję. Gdybym miał dziecko, pchałbym je w stronę sportów drużynowych. One socjalizują ludzi. W grupie pojawiają się konflikty, radości i wspólne cele. To jest bardzo piękne i uczy współpracy. Także robienie filmu czy spektaklu teatralnego jest działaniem drużynowym.
Ja również przez całe młode życie grałam w koszykówkę. Sport drużynowy uczy bardzo dobrych wartości. Możesz podać piłkę komuś, kto w ostatniej chwili trafi do kosza, albo jej nie podać i doprowadzić do przegranej zespołu. Uczy współpracy oraz brania odpowiedzialności za rzut oddany w ostatniej sekundzie i za całą drużynę.
To jest genialne.
Sport uczy także ponoszenia konsekwencji. Kiedy faulujesz, po określonej liczbie fauli wypadasz z boiska. Uczy również tego, że nie zawsze się wygrywa. Czasami wraca się z zawodów bez złotego medalu.
Widziałem niedawno nagranie z meczu młodych Polaków i Japończyków. Polacy wygrali, a młodzi Japończycy płakali. Trenerzy powiedzieli zwycięzcom, żeby najpierw podeszli do przeciwników. Mogli cieszyć się za chwilę, ale najpierw mieli okazać szacunek. Polscy zawodnicy przytulili zapłakanych Japończyków. To było bardzo piękne i naprawdę mnie wzruszyło.
Sport uczy współpracy, odpowiedzialności, przegrywania i szacunku do drugiego człowieka. Dlatego młodym ludziom naprawdę polecam aktywność fizyczną, a szczególnie sporty drużynowe.
Na koniec, jako ambasador 5. Biegu z Twarzami Depresji, który odbędzie się 4 października w Zimnych Dołach koło Warszawy, chciałbym Was serdecznie zaprosić na to wyjątkowe wydarzenie. Odbywa się pod hasłem „Biegam i pomagam”. Łączy aktywność fizyczną z realnym wsparciem zdrowia psychicznego oraz pomocą dla dzieci i młodzieży korzystających z bezpłatnych konsultacji psychologicznych Fundacji Twarze Depresji.
Można pobiec, przemaszerować lub po prostu być z nami na 5-kilometrowej trasie. Najważniejsza jest obecność i pokazanie, że o zdrowiu psychicznym warto rozmawiać. Będzie mi ogromnie miło, jeśli dołączysz do nas i wesprzesz tę ważną inicjatywę swoją obecnością.
Bardzo dziękuję za Twoje wsparcie i rozmowę.





