Pacjentki o chorobie nowotworowej często mówią jak o przystanku, zatrzymaniu, ale też o początku, weryfikacji i nowej drodze. Ten przystanek ma znamiona zwolnienia tempa życia, analizy sukcesów i porażek. To uświadomienie sobie, jak cenny jest czas, ile znaczę dla innych, a ile oni dla mnie.
Kobieta w życiu pełni wiele ról, ale – gdy zaczyna chorować – dochodzą kolejne: osoby chorej i pacjentki. W głowie pojawiają się pytania: „Dlaczego ja?”, „Dlaczego teraz?”, „To koniec! Co ja mam teraz zrobić?”. Można nikomu nic nie mówić, myśląc, że w ten sposób chroni się najbliższych. Być radosnym, zabawnym aż za bardzo, być mamą na luzie. Można wybuchnąć płaczem lub kryć się za maską paradoksalnie szczęśliwej kobiety.
Inna wersja: „Co ja im powiem?”, jest milcząca. Nie słyszy pytań. Nie widzi, co się dzieje. Nieobecna, ale innym razem jest zła, agresywna. Denerwują ją drobiazgi: but krzywo stoi, źle zapięty guzik. Emocje – to one, obok myśli, pomagają podjąć decyzję: będzie się leczyła albo nie. Przecież stoi przed widmem operacji, która na zawsze zmieni jej ciało. Co czuje? Lęk przed nieznanym i niepewnością, pustkę dotyczącą przyszłości, bezradność, bezsilność, rozpacz, olbrzymi, trudny do opisania ból psychiczny. Dla niej, to rozpad świata, jaki dotychczas znała i wchodzenie w coś całkowicie obcego, nasyconego znakami zapytania. Bywa, że choroba jest początkiem nowej drogi bez dotychczasowego partnera, który mówi: „wybacz, odchodzę”; bez przyjaciół, którzy nie wiedzą, jak odnaleźć się w tej sytuacji. Często jest to samotne, wolne stąpanie ku zdrowieniu.
Dobrze pamiętać, że mówimy o kobiecie – nie o chorobie, o nowotworze. Kobieta chce się czuć jak kobieta. Jak to zrobić, gdy ma się biegunkę, wymioty, garściami wypadają włosy, pojawia się osłabienie, chce się wyć z bólu i najchętniej nie wychodziłoby się z łóżka? Co daje kobiecie siłę, radość, co ją najbardziej motywuje? Najczęściej są to bliscy, przyjaciele lub zupełnie obcy ludzie, którzy w tym trudnym okresie są z nią, przy niej. Łatwiej przechodzi się przez trudności z kimś nawet, gdy ten ktoś milczy, ale jest.
Siłę dają też dzieci. Kobieta dla swoich dzieci zrobi wiele, czasem okazując nadludzką siłę. Dzieci chodzą cichutko, czasem przynoszą zabawki i bawią się na jej łóżku, zadając setki pytań. Uczą się postępowania z chorym. Okazanie słabości w chorobie nie jest niczym złym. To pokazanie, że szanuje się siebie, swoje ciało i rozumie, że potrzebuje ono odpoczynku oraz wytchnienia. Kobieta potrzebuje zebrać myśli, aby odpowiedzieć sobie na pytania: „Po co to wszystko?” i „Co dalej?”. Siła bierze się też ze wsparcia specjalistów – od całego personelu medycznego. Ich gotowość do pomocy, aktywne słuchanie, znoszenie humorów, podpowiadanie propozycji rozwiązań są nieocenione w procesie zdrowienia.
Fundacja Twarze Depresji od kilku lat prowadzi unikatowy w skali kraju program bezpłatnych konsultacji psychologicznych dla pacjentów onkologicznych i ich rodzin – dzięki wsparciu finansowemu Nationale-Nederlanden w ramach akcji „Rak? To nie tak!”. Z pomocy naszych specjalistów mogą skorzystać również osoby, które z powodów profilaktycznych powinny udać się do onkologa, a boją się zrobić pierwszy krok. Zapewniamy trzy bezpłatne sesje w Poradni Psychologicznej Fundacji Twarze Depresji przy al. Solidarności 78 w Warszawie. Można połączyć się także online – nawet ze szpitala, z każdego zakątka Polski. Dla nas siłą i motywacją są osoby, którym pomagamy siedem dni w tygodniu w naszej fundacji. Oto opinia jednej z pań, która korzystała z tego programu:
„Program uratował mi życie. Nawet nie chce myśleć, gdzie bym była bez was. Nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć spotkań z panią psycholog. Z powodu mojej walki z rakiem długa droga przede mną, ale dużo zawdzięczam tym spotkaniom. Widzę światełko w tunelu. Jest jeszcze daleko, ale w końcu widzę, że się tli. Wiem, że dzięki tej pomocy z każdym dniem będzie lepiej. Powoli moje życie zmienia się na lepsze. Widzę efekty pracy nad sobą. Dziękuję z całego serca, że są takie miejsca jak Fundacja Twarze Depresji, które ratują”.
Przy wsparciu, nadzieja może stać się siłą napędową, która potrafi z osoby chorej zrobić taran dążący do osiągnięcia celu. To szukanie nowych metod leczenia, grup wsparcia, specjalistycznych ośrodków czy nawet zbieranie funduszy na leczenie. Nieocenioną siłą motywującą jest duchowość czy religijność. Wiara w opatrzność, cud modlitwy, lepsze życie po tym ziemskim. To nadawanie sensu cierpieniu i czasami godzenie się z nieuniknionym.
Pomiędzy chorobą a normalnością, jest miejsce na radość, czułość, decyzyjność. Przejście drogi ku zdrowiu z kimś, to dobry początek, samej jest bardzo trudno. Każda z kobiet robi to we własnym tempie, na swój sposób. Może nie zawsze odważnie, może po cichutku, ale konsekwentnie do przodu. I nawet, gdy zrobi krok w tył, to podnosi głowę i we własnym rytmie pisze kolejny rozdział swojego życia na nowo.
Agnieszka Ruczewska






