Przemoc jest przestępstwem

Halina Mlynkova – piosenkarka, bizneswoman i mama dwojga dzieci. W swoim życiu doświadczyła przemocy domowej, która miała istotny wpływ na jej kondycję psychiczną. Dziś jest w szczęśliwym związku małżeńskim, w którym czuje się bezpieczna i kochana. W 2021 roku wraz z muzykiem Marcinem Kindlą powitała na świecie syna. O trudnych doświadczeniach z przeszłości opowiedziała w rozmowie z Anną Morawską-Borowiec.

Anna Morawska-Borowiec: Dziękuję, Halinko, że zgodziłaś się dołączyć do kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję” w ważnym momencie, kiedy mówimy o zdrowiu psychicznym kobiet. Dlaczego to temat ważny dla Ciebie osobiście?

Halina Mlynkova: Wspieram kobiety od lat. Sama jestem kobietą i czuję się kobietą. Wsparcie emocjonalne jest dla mnie ważne. Sama jako artystka wiem, ile poświęciłam, ile oddałam, jak trudne mogą być sytuacje w życiu. Od kilku lat wspieram kobiety dotknięte przemocą domową i nadal zamierzam to robić. Sama znam dobrze ten temat.

Skala przemocy domowej z roku na rok jest większa. Z policyjnych statystyk wynika, że w 2025 roku ponad 91 tys. osób doświadczyło przemocy domowej. Wśród nich prawie 51 tysięcy stanowiły kobiety. Liczba mężczyzn zatrzymanych w związku ze stosowaniem przemocy wyniosła 18,5 tys. Te liczby są alarmujące. A za liczbami kryją się realni ludzie z dramatami, których doświadczają od najbliższych w czterech ścianach swojego domu.

Był to temat przez wiele lat zamiatany pod dywan, ponieważ on jest bardzo niewygodny. Żyjemy w społeczeństwie, które uważa, że problem przemocy domowej, to problem rodziny. Słyszymy: zostawcie ich, są małżeństwem, to ich problemy i muszą załatwić je sami. Myślę, że najwyższy czas zmienić to błędne myślenie. Przemoc domowa jest po prostu przestępstwem. Trzeba nazywać to wprost i mówić o tym głośno. Jeśli dalej będziemy mówić, że jest to problem małżeństwa i mają sobie z tym poradzić sami, to te statystki nigdy nie zmienią.

A skala przemocy domowej dalej będzie rosła.

Dokładnie tak. Trzeba to przerwać. Jeszcze dwadzieścia lat temu, kiedy dotyczył mnie ten problem, to wtedy nie przychodziło mi do głowy, że jest to problem. Myślałam, że tak wygląda małżeństwo. Później zrozumiałam, że albo sobie z tym poradzimy, albo będziemy musieli się rozstać. Wybrałam tę drugą drogę.

Wiele lat temu, kiedy moją piosenką rozpoczęłam własną kampanię na ten temat, to wtedy wszystko było jeszcze zamiatane pod dywan. Osoby blisko ze mną współpracujące doradzały mi: „Halina, nie rób tego, zniszczysz piosenkę, przecież to jest taki trudny temat. Zostaw to!”. Bardzo mnie to poruszyło. Jestem nauczona z domu, że nie można się poddawać. Moja mama jest mocnym społecznikiem. Pomagała ludziom na wielu płaszczyznach: politycznych, fizycznych. Z domu jestem nauczona, że nie można przyglądać się krzywdzie i zostawić jej bez reakcji. Dla mnie temat przemocy domowej jest bliski osobiście i zamierzam kobiety dalej wspierać.

Jak długo doświadczałaś przemocy domowej i co ostatecznie spowodowało, że postanowiłaś przerwać tę niezwykle trudną sytuację i wyjść z tego związku?

Szczerze, całe pierwsze małżeństwo. Wszyscy mnie pytają: „Które małżeństwo – pierwsze czy drugie?”. W drugim było podobnie, ale w drugim szybko się zorientowałam, że nie chcę tego przeżywać drugi raz. Nie po to obiecaliśmy sobie, że będziemy się wspierać i wzajemnie szanować, żeby znów przeżywać to samo.

Za pierwszym razem musiałam to przerwać pewną bardzo nieprzyjemną sytuacją, bardzo upokarzającą, o której nie ma sensu teraz opowiadać. Nie byłam w domu przemocy bardzo mocnej fizycznej, ale doświadczałam przemocy psychicznej. Myślę, że każda kobieta dobrze wie, że przychodzi taki moment upokorzenia, kiedy trzeba powiedzieć dość. Jest to dla wielu kobiet bardzo trudne. Jestem niezależna finansowo i mogłam pozwolić sobie na rozwód. Rozstajemy się i tyle. Natomiast jest wiele kobiet, które nie mają takiej możliwości. Nie wrzucajmy wszystkich kobiet do jednego worka, bo każda z nas ma inną sytuację. Ja teraz mówię o sobie.

Przemoc bardzo często predysponuje nas do zachorowania na depresję, ponieważ jest to sytuacja bardzo obciążająca naszą psychikę, z której wydaje się, że nie ma wyjścia. Czy u Ciebie również pojawiły się stany depresyjne?

Tak, na pewno, ale nie miałam wtedy tego zdiagnozowanego. Nigdy o tych moich stanach z nikim nie rozmawiałam. Z Tobą mówię o tym pierwszy raz. Dwadzieścia lat temu temat depresji w ogóle nie był poruszany. 

Złapałam się na takiej sytuacji, kiedy przyjechali do mnie przyjaciele z Krakowa. Dzieci były bardzo małe, ich również. Stałam, patrzyłam w okno. Koleżanka przechodziła koło mnie, mówiła do mnie, a ja tego nie słyszałam. Wiele razy miałam takie stany patrzenia w okno.

Było mi bardzo ciężko, było mi bardzo źle, ale nigdy nie nazwałam tego stanu depresją. Nie wiedziałam, jak wygląda depresja, ponieważ nigdy wcześniej z nikim o tym nie rozmawiałam. Nie było wtedy jeszcze Waszej kampanii i fundacji, która pomaga mówić na ten temat głośno. Wtedy nie było social mediów, a w telewizji nikt nie mówił o depresji, dlatego świadomość była dużo mniejsza.

Trzy podstawowe objawy depresji to trwające co najmniej dwa tygodnie: obniżony nastrój, brak energii i utrata zainteresowań. Dochodzą do tego problemy ze snem, pamięcią, koncentracją uwagi, obniżona samoocena, nadmierne poczucie winy. Mogą pojawiać się także myśli samobójcze. Czy któreś z tych objawów kojarzysz z tamtego okresu?

Większość… Mam wrażenie, że wiele z tych objawów dotyczy także mam z małymi dziećmi. Są małżeństwa, w których mężczyźni bardzo wspierają swoje partnerki, ale co w sytuacji, kiedy mama zostaje sama z dzieckiem? Mnie wspierała niania, bo po prostu nie dawałam już rady. To było moje jedyne realne wsparcie.

Zdarza się, że kobieta w ogóle nie śpi – dzieci są w różnym wieku, chorują, coś je boli. Mama ma ogromne poczucie odpowiedzialności, kocha dzieci i skupia się wyłącznie na nich. Oddajesz im całe swoje życie.

Co trzecia kobieta po urodzeniu dziecka choruje na depresję poporodową – to dane Światowej Organizacji Zdrowia. Jednym z ważniejszych programów, które uruchomiliśmy w Fundacji Twarze Depresji, jest program bezpłatnej pomocy psychologicznej dla kobiet w ciąży i po porodzie – również w formie zdalnej(finansowany przez Grupę Veolia w Polsce). Bez wychodzenia z domu, z każdego miejsca w Polsce, można porozmawiać z naszym specjalistą. Czy Ty kiedykolwiek sięgnęłaś po pomoc psychologiczną?

Nigdy. 

A psychiatryczną

Nigdy. Mam bardzo bliską przyjaciółkę, która prowadzi przedszkole, jest trenerką integracji sensorycznej i coachem. Bardzo mnie wspierała, szczególnie przy drugim dziecku.

Byłam natomiast na kilku sesjach z psychologiem razem z moim synem, kiedy się rozwodziłam. Niestety nie wspominamy tego dobrze. Syn bardzo źle reagował. To nie była dla niego pomoc, tylko ogromny stres. Mnie to w pewnym sensie zraziło do dalszych działań. Natomiast bardzo mocno pomogła mi joga. 

Do jogi jeszcze wrócimy, ale chciałabym zatrzymać się na chwilę przy pomocy dla dziecka. Jeśli jesteśmy w kryzysie, mimo wszystko warto szukać specjalisty. Nie zawsze trafimy na osobę, która od razu będzie dla nas odpowiednia. Dlatego w naszej Fundacji można zmienić psychologa na każdym etapie współpracy. Nie zniechęcajmy się do szukania pomocy – to taki mój mały apel.

Wtedy była taka sytuacja, że mój syn nie miał konkretnego problemu, na który trzeba było natychmiast reagować. Chodziło raczej o wsparcie w trakcie rozwodu. Ale oczywiście masz absolutną rację. Pomoc psychologa jest niezbędna, zwłaszcza w przypadku depresji.

Cały czas namawiam osoby z mojego otoczenia, które potrzebują wsparcia, żeby korzystały z pomocy specjalistów. My – bliscy – nie zawsze jesteśmy w stanie pomóc. Jako amatorzy nie znamy fachowego języka, mechanizmów psychicznych, chorób. Możemy niechcący wyrządzić ogromną krzywdę, źle dobierając słowa, zadając pytanie albo odnosząc się do własnych doświadczeń. Dlatego absolutnie nie namawiałabym na pomoc koleżeńską – tylko na pomoc specjalisty.

Mówisz, że 20 lat temu nie było rozmowy o depresji ani dostępu do wiedzy, jaką mamy dziś. To się zmienia – chociażby dzięki kampanii „Twarze Depresji. Nie oceniam. Akceptuję”, w którą przez ostatnie 10 lat zaangażowało się już ponad siedemdziesiątambasadorek ambasadorów. Czy widzisz tę zmianę w swoim środowisku? Czy ludzie są bardziej otwarci?

Tak, zdecydowanie. I to jest fantastyczne. Mam koleżanki, które przez wiele lat ukrywały swój stan psychiczny, swoje lęki, ale też trudne dzieciństwo – samobójstwa rodziców, alkohol, zaniedbania. Dzisiaj mówią: „Tyle lat to ukrywałyśmy, a teraz w końcu można o tym mówić.

Pamiętam koleżankę sprzed 25 lat, która do dziś – myślę, że zmaga się z depresją. Jest to o tyle niebezpieczne, że dotyczy obecnie też jej córki. Ona mówiła: „Depresja jest bardzo cicha. Im silniejsza w środku, tym bardziej człowiek się uśmiecha na zewnątrz”. Ludzie potrafią to bardzo dobrze ukrywać.

Jestem przekonana, że w jej przypadku znaczenie miało nie tylko obciążenie genetyczne, ale też to, czego córka była świadkiem. Mama się nie leczyła, dziś jej córka walczy z bardzo poważną depresją.

My jako Fundacja zachęcamy do tego, żeby mówić o zdrowiu psychicznym otwarcie – bez wstydu i stygmatyzacji. Depresja jest chorobą jak każda inna. Jedni chorują na serce, inni na trzustkę, inni mają problemy emocjonalne. W ramach kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję.” zrealizowaliśmy badanie dotyczące ról, które pełnimy jako kobiety, i ich wpływu na zdrowie psychiczne. Jesteś mamą, piosenkarką, córką, kobietą, businesswoman. Jak ta zmienność ról wpływa na Twoje zdrowie psychiczne?

Kobiety bardzo długo walczyły o niezależność i możliwość pracy. Nasze pokolenie pokazuje, że kobiety są dziś na wysokich stanowiskach i że równowaga płci zaczyna działać. Ale wiele kobiet mówi też, że to się przeciwko nim obróciło, bo pracują na kilku etatach. Nie tylko zawodowo do godziny 17.00, ale potem przychodzą do domu i zaczynają drugi etat. Utrzymanie domu – pod względem czystości, wychowania dzieci, obowiązków codziennych – wciąż w ogromnej mierze spoczywa na kobietach. To one rezygnują z życia, które miały wcześniej.

Mężczyźni często nadal mają swoje zajęcia, wychodzą z kolegami, na siłownię. Kobieta na pewien czas znika całkowicie z życia publicznego. Oglądałam niedawno dokument o Victorii Beckham i bardzo się z nim utożsamiłam. Skala inna, ale mechanizm ten sam. Nagle z życia pełnego ludzi, pracy, rozmów – zostajesz sama w domu.

Ja pracowałam nocami, kładłam się spać o drugiej w nocy, wstawałam po południu. Nagle dziecko wywraca wszystko do góry nogami. Przestajesz czytać książki, słownik się kurczy, a ludzie pytają: „Co ostatnio czytałaś?”. To bardzo obniża poczucie własnej wartości. Bo co odpowiedzieć?

Kubusia Puchatka?

(śmiech)

jak to wszystko połączyć, żeby być wspaniałą mamą i zabiegać o dom, a jeśli jeszcze do tego dochodzi rys perfekcjonizmu, który predysponuje nas też do zachorowania na depresję – wtedy naprawdę jest bardzo trudno. 

Dziecko non-stop atakuje cię niesamowitą liczbą pytań, ilością energii, emocji. Mama to, mama tamto, mama chodź. Dziecko potrzebuje uwagi i chcesz mu ją dać. Idziesz się z nim pobawić, przeczytasz mu książkę, wytłumaczysz wszystko. Jak gotujesz, to też nie sama tylko z dzieckiem. I wieczorem energetyczne wyssanie jest tak potężne, że po prostu stoisz pod tym prysznicem i nie możesz wyjść, bo jesteś tak zmęczona. Tylko tam ci jest dobrze. Woda się leje i generalnie tam jest święty spokój.

Patrzysz na śpiące dziecko z wielką miłością. Rano czekasz, gdy się obudzi, bo znowu będzie fantastycznie. Ale ten moment, kiedy jesteś sama i po prostu możesz być na chwilę tylko sama ze sobą, po prostu pokazuje, jak ciężka to jest praca. 

Jak w takim razie dbasz dziś o swój dobrostan psychiczny?

O Jezus! Ja nie wiem.

Co robisz, żeby dobrze się z sobą czuć na co dzień? Co jest takim twoim sposobem?

Każdy dzień w moim obecnym związku daje mi ogromny spokój i radość. To pierwszy tak zdrowy, wspierający związek w moim życiu. Mam wsparcie partnera, miłość, akceptację, brak oceniania. To jest fundament zdrowia psychicznego kobiety. Po pierwsze wsparcie partnera. Miłość. Spokój w domu. Nikt mnie nie ocenia. Nikt mi niczego nie zarzuca. Jeżeli coś źle zrobię, to tylko ja to wiem, że to jest źle. Ponieważ dokładnie tak tego jestem nauczona, oceniania się, to źle zrobiłam i tak dalej. Marcin tego nigdy nie zrobił! Ta codzienność taka dobra, w spokoju, akceptacji i tolerancji. To powoduje, że kobieta może czuć się dobrze psychicznie. Ja mam ogromne wsparcie ze strony partnera. 

​Nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak pozytywnej relacji w tak poważnym związku. Są kobiety, dla których to jest oczywiste i fantastycznie, że tak mają. Jeśli chodzi o moje radości, którymi się wspieram, są to książki. Czasami, przez brak czasu, są to trzy strony w ciągu dnia albo w ciągu tygodnia, ale są. Na pewno jest to muzyka, która mi daje bardzo dużo wsparcia i bardzo dużo radości. Chodzę nadal na lekcje śpiewu i to jest dla mnie relaks. Po prostu nie mogę się doczekać na cotygodniowe spotkanie z nauczycielką. To nie jest dla mnie praca, tylko to jest dla mnie po prostu fantastyczne spędzanie czasu. Bardzo lubię też sport. Dla mnie fizyczne wyładowanie trudnych emocji jest bardzo ważne i bardzo mi pomaga.

Tego typu rzeczy, jeżeli znajduje czas, a teraz już znajduje, bo Leoś ma cztery i pół roku, więc też zobaczcie ile to trwało, prawda? Teraz chodzi do przedszkola, a ja w ciągu tygodnia pozwalam sobie na to, żeby właśnie pójść na śpiew, pójść szybko na trening, porobić jeszcze jakieś rzeczy szybko dla siebie. Na pewno kiedyś wrócę do malarstwa.

To bardzo ważne. Aktywność fizyczna, pasja, dbanie o siebie realnie wspierają zdrowie psychiczne. Zapraszam przy okazji na „Bieg z Twarzami Depresji”, który organizujemy 4 października. A w kampanii eMOC+JA uczymy dzieci nazywania emocji. Jak wygląda to u Was w domu?

Emocje są u nas bardzo ważne. Nie chowamy się z nimi. Mówię partnerowi: „Nie wstydź się łez. Leoś też ma przestrzeń na mówienie o tym, co czuje. W przedszkolu też jest duża uważność. Kiedy syn przychodzi z przedszkola, to mówię właśnie, że widzę, że jest smutny i on tak powoli rzeczywiście o tym sam zaczyna mówić. Uczymy się tego razem, bo nas nikt tego nie nauczył.

A media społecznościowe? Są dla Ciebie ważne? 

Jestem bardzo ostrożna. Social media przekłamują rzeczywistość. Jak łapię się na bezmyślnym scrollowaniu – wyłączam. Nie wierzę w bajki, które tam widzę. Pokazuję siebie taką, jaka jestem. Bez filtrów, bez udawania. Mam zmarszczki, jestem mamą dwójki dzieci. Jeśli pojawia się hejt – usuwam go. To moja przestrzeń. Jeżeli ktoś tam wchodzi, to niech się zachowuje kulturalnie. Ostatnio pewien młody człowiek jedyny komentarz, który napisał pod informacją o przepięknym koncercie w NOSPR: „Wracaj do Czech”. Bardzo dosadnie mu odpisałam. Już chyba nie miał odwagi więcej odpisać. 

Przeszłam ogromny hejt medialny i do dziś każdy wywiad budzi we mnie lęk. I myślę, że prawo powinno się tym zająć, bo dla młodych ludzi takie doświadczenia mogą być śmiertelnie niebezpieczne.

Dziękuję, Halina, że zgodziłaś się wziąć udział i w naszej kampanii i w tej rozmowie. Dziękuję, że zgodziłaś się wesprzeć kobiety w tak ważnym temacie, aby zadbały o swoje zdrowie psychiczne. 

Również bardzo dziękuję za zaproszenie. Jest to dla mnie bardzo ważne, bo myślę, że w ogóle kobiety współcześnie nie mają łatwo, ale z drugiej strony mają wiele możliwości. I jeżeli one same zadbają o swoje zdrowie psychiczne, to myślę, że wtedy mogą pokazać siłę. I przede wszystkim – kobiety wspierajcie się nawzajem! 

Dziękuję za rozmowę.