Ponad 90 tysięcy Polek i Polaków doświadczyło przemocy domowej w 2025 roku. To oficjalne statystyki Komendy Głównej Policji i wierzchołek góry lodowej ogromnego problemu społecznego, o czym wiele osób uświadomił film „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego. To bardzo mocny obraz przemocy, pokazujący, że niestety o bardzo wielu takich historiach nie wiemy, bo nie są zgłaszane na policję. Przemoc domowa jest przestępstwem, za które grozi do pięciu lat więzienia.
Od lat spada liczba wypełnianych formularzy „Niebieskiej karty”. W 2015 roku było ich 75,5 tysiąca, a dziesięć lat później o 16 tysięcy mniej! I nie jest to powód do satysfakcji, ale do zastanowienia się, jak wygląda wsparcie osób, które zgłaszają policji, że są ofiarami przemocy. Jaką mają drogę do pokonania, by wydostać się z dramatycznej relacji, która niszczy zdrowie i psychikę.
Stop przemocy
Przemoc działa jak długotrwały uraz psychiczny, który stopniowo niszczy poczucie bezpieczeństwa, wartości i kontroli nad własnym życiem. Jest to zjawisko złożone, w którym jedna osoba dąży do kontroli i podporządkowania drugiej. Przemoc i depresja są silnie ze sobą powiązane.
Kobiety częściej doświadczają przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej, szczególnie w kontekście zależności finansowej i opieki nad dziećmi. Przemoc nie jest konfliktem, jest przewlekłym systemem dominacji, w którym ofiara traci poczucie bezpieczeństwa i własnej sprawczości. Towarzyszą temu różne mechanizmy psychologiczne jak gaslighting (podważanie rzeczywistości kobieta zaczyna wątpić w swoje myśli i odczucia), naprzemienność czułości i agresji (raz nagroda, raz kara) oraz izolacja od wsparcia społecznego, które powodują, że kobieta bierze na siebie winę i poczucie obowiązku. Utrwala się wyuczona bezradność, gdy próby zmiany sytuacji okazują się nieskuteczne. Powstaje przekonanie: „Nic ode mnie nie zależy”, a to prowadzi do bezsilności, chronicznego stresu i bierności.

Przemoc a depresja
Depresja rozwija się w wyniku współdziałania czynników biologicznych, psychologicznych i społecznych. Biologicznie dochodzi do zaburzeń neuroprzekaźników i przewlekłej aktywacji osi stresu. Psychologicznie kobieta doświadcza poczucia winy, niskiego poczucia własnej wartości i obniżonej motywacji. Społeczne czynniki takie jak izolacja, presja kulturowa i zależność finansowa dodatkowo utrudniają odbudowę życia.
Dzieci obserwujące przemoc uczą się lęku, poczucia winy i braku bezpieczeństwa. Nawet gdy nie doświadczają bezpośredniej krzywdy, to rozwijają trudności emocjonalne i mogą w przyszłości powielać wzorce przemocy. Pozostawanie w relacji, w związku przemocowym tylko ze względu na dzieci, skazuje je na rozwijanie się w szkodliwym otoczeniu.
Przemoc zostaje w głowie i ciele
Stan psychiczny nie poprawia się od razu po odejściu od oprawcy. Kobieta doświadcza mieszanych uczuć takich jak ulga, lęk, ambiwalencja i poczucie winy. Zdarza się, i to często, że wraca do partnera z powodu braku zasobów i wyuczonej bezradności. Kobieta, która przeżyła przemoc, budzi się w środku nocy z przyspieszonym biciem serca, choć w pokoju panuje cisza. Każdy hałas, podniesiony ton, gwałtowny gest w otoczeniu, może wywołać u niej panikę. Lęk staje się stałym towarzyszem. Czasem można nauczyć się go ignorować, odsuwać, ale on nigdy nie znika całkowicie. Przemoc niszczy także poczucie własnej wartości. Kiedy ktoś mówi codziennie, że jesteś „za głupia”, „nic nie warta” lub że „przesadzasz”, po latach zaczynasz w to wierzyć. Wstyd, poczucie winy, wewnętrzny krytyk, to wszystko rodzi się w samotności i zabija wrażliwość, radość życia, zaufanie do świata.
Ciało pamięta, każdy gest, każdy dotyk, który kiedyś był przemocą. Pozostawia ślady w mięśniach, w napięciu karku, w drżeniu rąk. Ból głowy, kłopoty z trawieniem, bezsenność to nie przypadek, to język ciała, które mówi: „Uważaj, niebezpieczeństwo nadal istnieje”. Mózg, który uczy się przewidywać zagrożenia, zaczyna reagować nadmiernie, nawet w bezpiecznych sytuacjach. Kobieta może przesadnie analizować słowa innych, bać się wyjść na ulicę, odczuwać niepokój w codziennych kontaktach.

To nie słabość
To efekt przetrwania w świecie pełnym lęku. Izolacja jest kolejnym skutkiem przemocy. Kobieta powoli traci kontakt z przyjaciółmi, rodziną, pracą, tłumacząc, że nie ma czasu. Ale ona po prostu wstydzi się, boi się, że nikt jej nie zrozumie. Każdy dzień spędzony w samotności pogłębia poczucie, że jest niewidzialna, nieistotna, że świat funkcjonuje pomimo jej krzywdy. To właśnie w samotności rodzi się przekonanie, że nie ma wyjścia, nie ma ucieczki.
Prawdziwy wpływ przemocy widać dopiero w codzienności „po”. W kobiecie, która rano wstaje i zastanawia się, czy dziś uda jej się przetrwać dzień bez lęku. Która uczy się mówić „nie” i ufać swoim decyzjom. Która odnajduje radość w drobiazgach, bo wie, że jej życie znów może mieć kolor i smak. Przemoc zostawia ogromne ślady w psychice, ale nie musi determinować życia. Kobieta wychodząca z przemocy potrafi być zdumiewająco silna. Potrafi odzyskać głos, uczyć się od nowa ufać ciału i emocjom.
W odbudowywaniu siebie pomagają grupy wsparcia, terapia, bliscy, którzy nie oceniają, a słuchają. Najtrudniejsze jest to, że odbudowa nie jest szybka, wręcz mozolna, ale trzeba pamiętać, że możliwa. Każda kobieta, która odzyskuje kontrolę, pokazuje, że nawet po latach cierpienia, przeżywania permanentnego lęku, można odbudować poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. To wymaga czasu, wsparcia i odwagi, ale jedyną drogą do odzyskania siebie jest przejście na drugą stronę tego lęku, gdzie czeka wygrana, odzyskanie sprawczości i radości z życia.
Joanna Witczak






