6. To wszystko ma sens! Dlatego działamy

Najbardziej wzruszające są dla mnie spotkania z ludźmi, z różnych zakątków Polski, którzy podchodzą po moim wykładzie o depresji. Jedni chcą się tylko przytulić i nic nie mówią. Inni opowiadają o swoim leczeniu, hospitalizacji i myślach samobójczych. Wielu dzieli się ze mną refleksją o tym, co dało im przeczytanie książki „Twarze depresji” i kampania „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję.”.

 

Przed oczami mam bardzo dużo takich twarzy. Nigdy nie zapomnę łez dojrzałego mężczyzny z południa Polski, który podszedł do mnie z żoną i podziękował za jej powrót do zdrowia. Okazało się, że kobieta przez trzy lata nie wychodziła z domu. Coraz bardziej zapadała się w depresji. Przełom nastąpił, gdy przeczytała książkę „Twarze depresji”. Zaczęła się leczyć i chodzić na terapię. Widok płaczącego mężczyzny zrobił na mnie ogromne wrażenie. Podziękował za to, że po latach w końcu pojechał z żoną na wakacje, a nawet udało jej się znaleźć pracę. Leczenie przyniosło efekt. Przytuliłam ich. Powiedziałam, że bardzo się cieszę, i że to zasługa bohaterów mojej książki i ambasadorów kampanii, którzy tak niesamowicie inspirują do działania. W Toruniu rozmawiałam z młodą dziewczyną, która przez prawie rok siedziała w domu. Odsunęła się od wszystkich. Kiedy zaczęła się leczyć, wszystko wróciło do normy. Znalazła pracę i miłość swojego życia. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie również spotkanie z sześćdziesięcioletnią kobietą, która podeszła do mnie po moim wykładzie na temat depresji poporodowej. Długo płakała i nie mogła nic powiedzieć. Przytuliłam ją i milczałam. Myślałam, że opowie o swojej córce. Okazało się, że była tak bardzo poruszona, bo po czterdziestu latach zrozumiała, że chorowała na depresję poporodową, tylko wówczas nikt o tym nie mówił. Matki musiały ze swoim dramatem mierzyć się zupełnie same. Wytykane palcem przez rodzinę jako te wyrodne. Długo mogłabym wymieniać takie poruszające historie.

Nie sposób w kilku słowach opisać ogromu dramatu, z jakim mierzą się osoby zmagające się z depresją nie tylko ze względu na okrucieństwo tej choroby, ale również z powodu stereotypów i niezrozumienia ich cierpienia. Dlatego po dziesięciu edycjach kampanii społecznej „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję.” wiem, że absolutnie nie możemy jeszcze wbić biało-czerwonej flagi na szczycie. Przed nami długa wspinaczka.

 

Trudna droga

Dla mnie ta wspinaczka zaczęła się od przeczytania słów Justyny Kowalczyk: „Byłam wrakiem, to wtedy chciałam rzucić narty, ale uznałam, że muszę to wszystko wypłakać”. Nasza mistrzyni i multimedalistka w biegach narciarskich sześć lat temu powiedziała publicznie o swoich zmaganiach z depresją. Wtedy przygotowałam na ten temat felieton do „Panoramy” TVP2. Wracając metrem do domu, czytałam jeszcze raz wywiad z naszą mistrzynią. Nagle usłyszałam: „Ja też choruję na depresję. Leczę się. Wszyscy mnie zostawili. Straciłam też pracę. Nikt mnie nie rozumie.”. Pani miała około pięćdziesięciu lat. Zarówno ona jak i Justyna Kowalczyk dały mi motywację do tego, by podjąć ten temat.

Namówiłam znane osoby i zupełnie nieznane do tego, by opowiedziały o swoich zmaganiach z chorobą. Tak zaczęła powstawać książka „Twarze depresji”. Choć przyznam, że był moment, gdy zwątpiłam, czy powinnam ją pisać, kiedy zobaczyłam niektóre niezwykle krzywdzące komentarze po wyznaniu Justyny Kowalczyk.

 

 

Dotarło do mnie wtedy, z jak potężną siłą stereotypów i niezrozumienia mamy do czynienia! Lubię wyzwania, dlatego postanowiłam podnieść rękawicę. Namówiłam bohaterów książki i inne znane osoby, by zostali ambasadorami kampanii społecznej „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję.”. Zgodzili się. Nie wszyscy od razu, ale odwaga i chęć zmieniania myślenia o depresji zwyciężyła!

Nawet nie myślałam, że aż tak szybko ich odwaga może trafić na mur niezrozumienia. Okazało się, że nie wszystkie osoby, które udzieliły mi wywiadu do książki, mogły go autoryzować. Choć same postanowiły opowiedzieć o swoich zmaganiach z chorobą, to jednak firmy, z którymi są związane kontraktami, nie zgodziły się na to, by ich gwiazda została „twarzą depresji”. Na szczęście nie wszyscy musieli pytać innych o zgodę.

 

Ważny jest każdy krok

Tak, przeskakując pierwszy mur, ruszyliśmy pięć lat temu. Do grona dziesięciu ambasadorów pierwszej edycji kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję.” należą: Ewa Błaszczyk, Marta Kielczyk, Joanna Racewicz, Piotr Zelt, Tomasz Jastrun, Kamil Sipowicz, Andrzej Bober, Tomasz Wolny, Jarosław Gugała i Maciej Orłoś. Mieliśmy spoty: telewizyjny i radiowy, billboardy, plakaty i konferencję na Uniwersytecie SWPS. Z tych elementów składały się wszystkie nasze dotychczasowe edycje. W każdej prezentujemy inną „twarz” depresji. Mówiliśmy o depresji wśród: dorosłych, dzieci, mężczyzn, seniorów i o depresji poporodowej. Przypominaliśmy, że specjalistami od leczenia depresji są: lekarz psychiatra i psycholog. Mieliśmy też wydanie „światowe” i mówiliśmy o tym, że na depresję choruje 350 milionów ludzi na świecie. Wtedy naszymi ambasadorami byli lekarze psychiatrzy niemal ze wszystkich kontynentów!Nasze działania zostały docenione przez Krajowego Konsultanta w Dziedzinie Psychiatrii, który przyznał nam Nagrodę Aureliusza – najważniejszą nagrodę za promocję zdrowia psychicznego. Profesor Piotr Gałecki uznał, że nasze działania przyczyniły się istotnie do zwiększenia liczby Polaków leczących się na depresję i do spadku liczby samobójstw.

Niezwykłym wyróżnieniem dla mnie i mojego męża Jakuba Borowca – wiceprezesa Fundacji „Twarze depresji” była możliwość spotkania z księciem Williamem, podczas jego wizyty w Polsce. Mieliśmy okazję porozmawiania z nim na temat naszych działań w Polsce. Powiedział, że bardzo to docenia, bo problem depresji dotknął jego rodzinę. Książę William angażuje się w kampanię na rzecz zdrowia psychicznego w Wielkiej Brytanii. Zainicjował jedną z akcji, w której zachęca do tego, by mówić publicznie o zdrowiu psychicznym i leczeniu. Namówił piosenkarkę Lady Gagę, by o tym opowieo swoich zmaganiach z chorobą i , wyznał też, że je mama – księżna Diana -także chorowała na depresję. Brat księcia – Harry opowiedział zaś publicznie o tym, jak zmagał się z depresją po tragicznej śmierci mamy, księżnej Diany.

 

Książę William podczas spotkania z przedstawicielami Zarządu Fundacji „Twarze depresji”: Anną Morawską i Jakubem Borowcem

Nie zatrzymujemy się depresję.

Po dziesięciu edycjach kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję.” do grona naszych ambasadorów należy już kilkadziesiąt osób. To oni są najważniejszym trybem w maszynie zmieniającej myślenie Polaków o depresji. Przed nami jeszcze dużo pracy. Jestem tego pewna, choćby po mojej ostatniej rozmowie z przedstawicielką jednej z firm. Pytałam ją o możliwość współpracy przy kampanii i usłyszałam odpowiedź: „Gdyby przyszła pani do mnie z niewidomymi, to mogłybyśmy porozmawiać”. Odpowiedziałam jej: „Przyszłam z niewidomymi duszami”. Nie zrozumiała.

7. Każda depresja ma swoją twarz

W kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję” uczestniczę praktycznie od początku i dokładnie pamiętam pierwsze spotkanie z jej pomysłodawczynią Anną Morawską-Borowie. Pięć lat temu zaproponowała mi wywiad do książki „Depresja poporodowa. Możesz z nią wygrać”.

Zaproszenie przyjąłem z ciekawością. Szczególnie, że depresja jest w centrum mojej pracy naukowej i klinicznej. To miało być krótkie, robocze spotkanie, a okazało się długim i owocnym merytorycznie lunchem przy Placu Konstytucji w Warszawie. Dowiedziałem się wtedy, że Anna Morawska-Borowiec jest nie tylko dziennikarką, ale i psychologiem. Zaskoczyła mnie olbrzymią wiedzą o przyczynach powstawania depresji, o problemach z jej rozpoznawaniem i ze stygmatyzacją osób cierpiących na tę chorobę. Jej zaangażowanie w rozmowę, postrzeganie problemów osób chorujących na depresję było dla mnie nowym horyzontem. Perspektywą ukazania problemu medialnie, dotarcia do szerokiej grupy odbiorców, zajęcia się społecznego tym aspektem. Jej rzetelność i zapał są godne podziwu. I co ważne „zaraża” tym innych. Można powiedzieć, że był to krok ku zmianom, zmianom w myśleniu o depresji, które są bardzo ważne, by lepiej pomagać.

Udzielenie wywiadu do książki „Depresja poporodowa. Możesz z nią wygrać” i uczestniczenie w kolejnych edycjach kampanii „Twarze depresji” dawało mi poczucie brania udziału w czymś ważnym. Zachęciło mnie do zainteresowania się aspektem rozwoju predyspozycji do depresji w życiu dorosłym. Ten aspekt jest mocno związany z tą chorobą u kobiet w ciąży i po porodzie. Jakie może mieć konsekwencje? A może to klucz do zrozumienia, dlaczego rozpowszechnienie depresji w ostatnich dekadach w Europie ciągle wzrasta? Przecież teoretycznie nigdy wcześniej nie żyło nam się lepiej, dostatniej i bezpieczniej. Wertowałem piśmiennictwo, przyjmowałem pacjentów, rozmawiałem z kobietami w ciąży z depresją, z parami, które miały trudność z zajściem w ciążę z powodu tego zaburzenia lub obawy wpływu leczenia przeciwdepresyjnego.

W tym samym czasie Anna Morawska-Borowiec zapraszała mnie do kolejnych edycji kampanii „Twarze Depresji”. Wysłuchiwałem historii ambasadorów. Poruszanie tak ważnych społecznie tematów uważam za niezwykle cenne, szczególnie dla pacjentów, którzy zmagają się z depresją i mogą zobaczyć, że nie są sami, że można się leczyć, że jest perspektywa, wsparcie.

W równoległym czasie dzieją się istotne zmiany. Wzrasta liczba rozpoznanych depresji, ale jednocześnie w Polsce w ciągu ostatnich pięciu lat spada liczba samobójstw z ponad sześciu do ponad pięciu tysięcy. W lipcu 2018 roku rozpoczął się pilotaż Centrów Zdrowia Psychicznego, który zmniejsza liczbę hospitalizacji psychiatrycznych o około 20%. Od stycznia 2019 roku Rozporządzeniem Ministra Zdrowia obowiązują nowe standardy opieki okołoporodowej, w których jest obowiązek badania przesiewowego ciężarnych w kierunku depresji. Jesienią 2019 roku Ministerstwo Zdrowia przedstawił program długo oczekiwanych zmian w opiece psychiatrii dzieci i młodzieży. W czasopiśmie „Psychiatria Polska” w 2018 i 2019 roku ukazuje się szereg publikacji Zarządu Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i moich jako Krajowego Konsultanta w Dziedzinie Psychiatrii dotyczących pierwszych w Polsce standardów leczenia depresji, depresji lekoopornej oraz depresji kobiet w wieku okołoporodowym. Psychiatrzy otrzymują jasne zalecenia, jak skutecznie i bezpiecznie leczyć depresję w ciąży i podczas laktacji. To bardzo ważne zmiany!

Podsumowując, nie wiem czy Anna Morawska-Borowiec wszystko to zaplanowała, tworząc kampanię „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”. Dla mnie zmiana postrzegania osób cierpiących na depresję, możliwości pomocy im, indywidualizacja każdego pacjenta i wzrost świadomości zjawiska, jakim jest depresja, które wydarzyły się w ciągu ostatnich pięciu lat, zawsze będą wiązały się z Nią. Dzięki tej kampanii „twarze” nie wstydzą się już swojej depresji.